Czwartek na Bartołtach, a w piątek i sobotę już na Mojej Biebrzy.
Pojechałem ponownie, bo doszły mnie słuchy, że sowa jarzębata widywana na Bagnie Ławki zaginęła.
Niestety prawda to. Nie wiem, jakie są przyczyny niebytu surnii, stwierdziłem jednak w bezpośrednim
sąsiedztwie jej byłego rewiru - myszołowa, który dzień w dzień, okupuje wiszącą nad carskim traktem
gałąź, około 300 metrów od lubianego przez sowę mostku. Może to właśnie ten "butlowy" ptaszor jest
przyczyną wszelkiego zła. Fachowcy twierdzą, że jeśli jej nie zjadł (oby), to mógł ją spokojnie
przepędzić. Tak więc tyle o sowie, miejmy nadzieję że wróci i zmieści się na Ławkach razem
z myszowołem.
Jednak tematem dzisiejszej relacji nie miały być zwierzęta,
chociaż pośrednio też. Tematem są ślady......
Większość z nas dostrzega ślady zwierząt praktycznie jedynie w zimie. Wówczas jest to najłatwiejsze.
Ale istnieje szansa, że zobaczymy tropy, również o każdej innej porze roku. Nie są to tylko ścieżki
zwierzęce przy wodopojach. Idealnym miejscem są piaszczyste wyniesienia terenu. Byłem w sobotę
na Wilczej Górze w Grzędach. To, co tam zobaczyłem wprawiło mnie w wielkie zdziwienie. Nigdy w ten
sposób nie patrzyłem pod nogi. Góry pełne były tropów, świeżych śladów z tego dnia i starszych.
Brakowało jedynie ludzkich. Niezły fart. Jako, że byłem sam, a wyobraźnie mam cholernie
niebezpieczną, stanęły przed moimi oczami sceny jak z thrillera. Chodziłem po śladach wilków,
które szły za sarną. Widziałem miejsca gdzie potrafiły skręcić, bo drogę przeciął im łoś.
Znajdowałem ich powrotny trop na szlak sarenki. Znajdowałem obszary, gdzie wilki wpadały na siebie,
odpoczywały, stawały, węszyły i wreszcie dopadały ofiarę. Miejsca gdzie ona charcząc padała
i wierzgała kopytami. Nie miała szans w tym starciu. Znalazłem nawet wilczą toaletę. Brodząc w tym
nieistniejącym teraz materialnie przedstawieniu zrozumiałem, jak daleko jestem od innych ludzi
i jakoś mimowolnie zacząłem się rozglądać po krzakach, za stworzeniami przypominającymi psy.
Czułem na sobie ich spojrzenia. A sierść zjeżyła się na moim karku, chociaż bardziej przypominam
kolano niż grzywiastego dzika. Nie natknąłem się na wilki i chyba powiem szczerze: nie
żałowałem wielce. Gdy wracałem z gór, byłem zadowolony nie tylko z tego, że widziałem łosie i ślady,
ale również, że nie spotkałem głodnej watahy. Pierwszy raz wkroczyłem w obszar, który do tej pory
był dla mnie niedocenionym. Nawet nie miałem pojęcia, że może być to aż tak ekscytujące.
Jak niewiele do tego trzeba, wystarczy jedynie kilka śladów i trochę wyobraźni. I ta cisza...,
straszna..., samotna cisza... Wiecie jak wtedy hałasuje pękająca gałązka lub piszcząca sójka
i jak szybko można odkręcać głowę?!

P.S. To już chyba ostatnie w tym roku zajawienie. Życzę więc wszystkim moim odwiedzającym
- Radosnych Świąt Bożego Narodzenia. Pamiętajcie, że w te dni, Biebrza nie jest najważniejsza.
Biebrza jest zawsze. Boże Urodziny są raz w roku. Nie przegapcie Bożej Gwiazdy.